Świadectwo Marcina o ks. Ryszardzie Grefkowiczu
"Ksiądz Ryszard w moim życiu"
Może zacznę od tego jak Cię poznałem: hmm.. to było na pierwszym roku studiów, kiedy to wreszcie postanowiłem udać się do duszpasterstwa akademickiego, gdyż stwierdziłem wcześniej, że bardzo potrzebuję wspólnoty. Udało się tam pójść, poznałem wspaniałych ludzi i poczułem co to znaczy Pokój Boży wśród wspólnoty. W tej właśnie wspólnocie (duszpasterstwo akademickie - Zgierz) zaproszono mnie na wyjazd do Kołacinka na modlitwę w pierwszą niedzielę miesiąca. Od tego czasu starałem się raczej regularnie przyjeżdżać do Ciebie. Zawsze kiedy przyjeżdżałem doświadczałem wielkiego pokoju w moim sercu. Nie wiem jak to opisać: radość, nadzieja, odpocznienie - wzmocnienie tego w moim duchu. Kiedyś przyjechałem z bardzo wielkim problemem - zaniedbałem coś ważnego i nie mogłem sobie poradzić z wyrzutami sumienia. Ten straszny niepokój został odjęty podczas adoracji. Wtedy moje serce było napełnione wielką wdzięcznością. Zapraszałeś nas na plebanię po modlitwie, to była już taka tradycja. W Twoim domu panował pokój Boży, no w końcu rządzi tam Królowa Pokoju, co nie? Pewnego razu wybrałem się do Ciebie z moim bratem. Kiedy my rozmawialiśmy włączyłeś mu film, żeby się nie nudził. Na początku tego filmu była taka reklama: "Pani domu zaprasza na film", pomyślałem sobie wtedy głośno: "ciekawe kto jest Panią tego domu?".
Był taki czas w moim życiu, że straciłem nadzieję i pomyślałem sobie, że Bóg nie ma dla mnie miłosierdzia, że nie jestem w stanie przyjąć Jego miłości. Boże, stawałeś wtedy na głowie żeby mi pomóc. Nie byłem w stanie wtedy uwierzyć, przepraszam. Pamiętam jak przyjechałeś do mojego domu i przywiozłeś nam jeden z Twoich zaparzaczy do kawy. Moja siostra powiedziała mi później że przyjechałeś specjalnie dla mnie...
Przyszedł wreszcie czas, że uwierzyłem na nowo w Boże Miłosierdzie, to stało się przez pewną niewiastę, która mnie w ogóle do Ciebie przywiozła...dzięki niej odzyskałem nadzieję i znów zacząłem się cieszyć z życia. Zrozumiałem wtedy, że potrzebuję mądrej osoby, z którą będę mógł się spotkać i porozmawiać o tym co się we mnie dzieje. Poprosiłem Ciebie i Ty od razu się zgodziłeś, dałeś mi kluczyki od samochodu i kazałeś jechać po coś do sklepu. chciałeś mi wtedy powiedzieć, że mi ufasz, co nie? Taki byłeś - nie zwlekałeś, od razu szedłeś za głosem miłości. Biskup na mszy pogrzebowej powiedział, że nie lubiłeś tracić czasu. Dobrze, ale jakby na to spojrzeć z innej strony - to traciłeś ten czas dla mnie i dla innych. Zawsze gdy Cię prosiłem to znajdowałeś dla mnie czas. Wiele Twoich słów zawsze pozostanie we mnie, zresztą nie tylko słów, gestów, obrazów Twojej osoby i Twoich zachowań, taki testament zostawiony dla mnie. Byłeś kapłanem, który robił to co mówił. Byłeś człowiekiem, którego życie było "wysokiej jakości". Po prostu jak na ciebie patrzyłem to widziałem. Potrafiłeś wkładać całe Twoje serce w to czego się podjąłeś.
Uczyłeś mnie podstaw, w ogóle uświadomiłeś mi, że muszę wrócić do podstaw. Czasami się człowiekowi wydaje, że jest kimś innym niż naprawdę jest, że jest gdzieś indziej na swojej drodze niż naprawdę jest. No właśnie ja sobie uświadomiłem, że te podstawy są najważniejsze i nie można od nich uciec. Mówię tu o miłości do samego siebie, akceptacji samego siebie i prawdy o sobie, rozwijaniu swoich talentów.
Dobrze rozumiałeś tę tajemnicę, że Bóg jest szczególnie obecny w ludziach ubogich, zaniedbanych, zagubionych, chorych, no i oczywiście w dzieciach. Co więc trzeba robić żeby stanąć w prawdzie i spotkać Jezusa??
Drogi księże Ryszardzie chcę Ci podziękować za to że żyję. Bóg posługuje się swoimi sługami na tym świecie. Ja miałem szczęście spotkać takich ludzi. Boga można spotkać przez drugiego człowieka i można Go poznać patrząc na drugiego człowieka i właśnie ja mogłem patrzeć na Ciebie. Dziękuję Ci że doświadczyłem miłosierdzia pana Jezusa i miłości Maryi. Ona jest Matką najlepszą i zawsze mnie wysłucha i przyjmie, nigdy się nie zniechęca, ja tego doświadczyłem.
Dzięki za Twój zdrowy rozsądek, potrafiłeś łączyć otwartość na natchnienia wewnętrzne i zdrowy rozsądek, to jest wielka mądrość. Dostrzegałeś Boga w drugim człowieku. Pamiętam taką sytuację gdy będąc u Ciebie opowiadałem jak w mojej parafii ksiądz kazał dzieciom namalować plakat przypominający ich rodzicom o rekolekcjach adwentowych, za jakiś czas zobaczyłem taki plakat na drzwiach kościoła Twojej parafii. Wtedy zrozumiałem, że szanujesz słowa, które płyną do Ciebie od drugiego człowieka, że potrafisz słuchać i rozważsz je w Twoim sercu, jak Maryja. Kiedy spowiadałeś albo rozmawiałeś z kimś na ważny temat to zawsze trzymałeś różaniec w dłoni, ja też tak robię jak idę do spowiedzi albo ktoś prosi mnie o radę...Dziękuję Ci że nauczyłeś mnie grać w piłkę!! Nie śmiej się, naprawdę tak było. Piłkę przestałem lubić gdy byłem w 4 klasie szkoły podstawowej - wtedy to nie wyszedł mi bardzo ważny mecz, po prostu kompletna klapa, nie mogłem się na tym boisku odnaleźć mimo, że przecież wcześniej dużo grałem i całkiem nieźle...Pierwszą radą, którą od Ciebie dostałem była zachęta do grania w piłkę z moim bratem pół godziny dziennie. Wiesz, że potraktowałem to poważnie. Na początku było mi trochę trudno, ale później to polubiłem, zrozumiałem wiele rzeczy dla mnie ważnych podczas tych meczy, np. to że żeby naprawdę odpocząć to trzeba trochę się wysilić :) Wiele razy czułem, że jestem niezdolny aby wyjść na boisko (np. zmęczenie po zajęciach), ale gdy tylko zaczęliśmy grać odzyskiwałem siły i później miałem ich dużo więcej niż wcześniej :) Często wychodziliśmy w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, w ogóle to mieliśmy stałą godzinę naszego grania, więc jak padał deszcz to też wychodziliśmy. Nie zapomnę jak raz deszcz przestał padać i na niebie pojawiły się dwie tęcze, jedna większa, a druga mniejsza pod tą pierwszą, pierwszy raz wtedy widziałem takie zjawisko...Nieraz trzeba przejść przez burzę, żeby doświadczyć pokoju co nie? Nie dawno zacząłem pracę i mamy tam drużynę piłkarską no i oczywiście zacząłem z nimi grać :)
Drogi księże Ryszardzie, teraz już do mnie nie mówisz, może dlatego, że wszysko już powiedziałeś, więc proszę Cię abym to wszystko co mi Bóg dał przez Ciebie naprawdę wprowadzał w życie, proszę wstawiaj się za nami u Boga i Jego Matki. Pozdrawiam Cię. Marcin.
P.S. Pozdrowienia od mojej rodziny i przyjaciół :)))