Komunia Maryi Królowej Pokoju

Świadectwo Kingi z rekolekcji z 2009 roku

Moją dotychczasową relację z Maryją można by określić za św. Ludwikiem jako "nabożeństwo 1. stopnia". Nie była ona zbyt zażyła, pomimo przyjęcia przeze mnie szkaplerza i sięgania po różaniec. Na początku rekolekcji bardzo ważne było dla mnie ćwiczenie polegające na odnalezieniu się w ramionach Matki. Kiedy już udało mi się odpakować to dziecko, którym miałam być, z większości "dorosłych" problemów i oporów, Ona faktycznie zaniosła mnie do Ojca. Przyjęcie miłości Boga sprawia mi tym więcej problemów, że moja relacja z ojcem tu, na ziemi, nauczyła mnie raczej wątpić w to, że w ogóle mogę być kochana. Tymczasem Maryja, do której dopiero co "podeszłam bliżej", natychmiast się mną zajęła:) i wyprosiła łaskę dostrzeżenia choć odrobiny tej miłości. Tego samego wieczoru doświadczyłam tego, o czym usłyszałam dopiero następnego dnia: modlitwy, która stała się radością, a poprzez nią pokoju (który (!) trwa do dziś, chociaż moje problemy wcale nie zniknęły - za to zwiększyła się ufność) i potrzeby dzielenia się dalej tą miłością i pokojem (chyba mam też trochę więcej otwartości i odwagi:) ). Kolejną łaską tych rekolekcji był początek budowy bliskiej, osobowej relacji z Maryją. Oddanie przed ikoną tego, co nosimy w sercu, wydawało mi się początkowo bardzo abstrakcyjne. Kiedy jednak stanęłam przed Maryją, mój ścisły umysł nie miał już nic do powiedzenia, bo wiedziałam że stoję przed kimś żywym, bliskim, oczekującym. Ten owoc również trwa do dziś, wiem, że ta bliskość jest autentyczna i moja relacja z Maryją, nawet moje zwracanie się do Niej, wygląda zupełnie inaczej. Za wszystkie owoce tego czasu - chwała Panu! Ojcu Filipowi dziękuję za uśmiech, bo wiem, że kilka osób przekonał, kiedy się wahały co to będzie po konsekracji:)

Kinga