Świadectwo Emilii z rekolekcji z 2009 roku
W Swej niepojętej mądrości, która nie chroni człowieka przed cierpieniem, Jezus dał mi Maryję jako Matkę Pięknej Miłości. Maryja przygotowywała mnie do tych rekolekcji, kończących się aktem konsekracji, przez długi czas. Widzę teraz, jak ogromną pracę wykonała, szczególnie w ostatnim tygodniu przed rekolekcjami. Był to dla mnie czas oczyszczenia i uświęcenia. Tydzień wcześniej uświadomiłam sobie dzięki Maryi, że bardzo długo zawłaszczałam w sercu osobę, na której bardzo mi zależało, we wnętrzu zabierałam jej wolność i zabierałam ją innym. Gdy to zrozumiałam, wiedziałam bardzo jasno, czego Bóg ode mnie oczekuje i o co mnie prosi: bym oddała ją Jemu. Zdziwiłam się, z jak wielką trudnością i walką przyszła mi decyzja woli, że "oddaję ją Tobie, należy do Ciebie", tym bardziej, że myślałam, że podjęłam ją dawno temu. Gdy po tygodniu, a na tydzień przed rekolekcjami pojechałam do domu, Jezus zaczął mnie uzdrawiać i przemieniać moje serce. Myśli o tym mężczyźnie zaczęły napływać wezbraną falą, nie mogłam nic na to poradzić. Płakałam, zdawałoby się, bez powodu, gdy byłam sama lub na modlitwie. Nie były to łzy żalu i goryczy, były pełne pokoju i tak oczyszczające. Jezus kładł na mnie Swą delikatną rękę każdego dnia tego ostatniego tygodnia. Zadziwiało mnie, jak delikatnie leczył, nie czułam bólu, tylko pełen pokoju smutek, a jednocześnie radość, gdy przywoływał wspomnienia pięknych i kilku trudnych chwil, które przeżyliśmy razem, i pokazywał mi, że był w każdej z nich, ofiarowując mi Swoją Oblubieńczą Miłość, stałą, niezmienną i nienarzucającą się, czekającą cierpliwie, gdy zasłaniała ją miłość ludzka.
W końcu przyszedł czas rekolekcji. W ciszy zewnętrznej i ciszy serca, trwając przed Najświętszym Sakramentem, pozwoliłam, by Bóg czynił, co chce, w wolności. Nie chciałam nic więcej, tylko być i słuchać. Nie koncentrowałam się na Maryi, nawet nie myślałam o Niej dużo na początku, a Ona "Modlitwa" już uczyła mnie modlitwy. Na zakończenie pierwszego dnia ojciec Philippe poprosił nas byśmy zrobili ćwiczenie - wyobrazili sobie siebie przed zaśnięciem jako niemowlęta w ramionach Maryi, spróbowali zobaczyć kolor Jej sukni, włosów, spojrzeć Jej w oczy, poczuć Jej zapach, bo dziecko zna zapach swojej matki. Usnęłam z tym obrazem w myślach. Następnego dnia, po konferencji, podczas której pochylaliśmy się nad Ewangelią Jana 19,25-27, zapytałam w obecności Jezusa: "Kim jesteś dla mnie, Maryjo? Dla mnie osobiście?". Nosiłam to pytanie w sercu na każdej adoracji i Maryja odpowiedziała, również na płaszczyźnie serca, że jest moją Mamą, że jestem jej ukochaną córką - córką, a nie tylko dzieckiem, i że wraz z Jezusem pragnie uczyć mnie samą być matką, tak jak Ona, w każdym tego słowa znaczeniu. Że jeśli cierpię, to po to, by jeszcze bardziej kochać, by moja miłość stała się bardziej płodna.
Głęboko dotknęła mnie odpowiedź o. Philippe'a na pytanie: "Kim jest moja Matka?". "Niepokalana jest moją Matką dzisiaj." Oprócz moich ziemskich rodziców, niedoskonałych, którzy mają swoje słabości, moje korzenie zanurzone są w Niepokalanej Maryi, Stworzeniu bez grzechu, jedynej wiernej Bogu, i że ja też jako stworzenie jestem powołana, by przeżywać świętość w mojej codzienności: "Myśli, że świętość nie jest dla nas, zasmucają Boga. Z Maryją przyjmuję drogę świętości jako najpiękniejszą przygodę mojego życia", mówił o. Philippe. Ostatniego wieczoru ofiarowałam wszystko Bogu przez Maryję. Moje serce i życie należą do Niego. Teraz przyjęłam do siebie także Jego Matkę i doświadczyłam radości bycia Jej umiłowaną córką.
Emilia