Świadectwo Darii z rekolekcji z 2009 roku
Maryja stała się dla mnie żywą osobą i taką chce ją zawsze mieć u siebie: jako Matkę i Siostrę, czuwającą nad moim życiem. Codziennie rano, jak budzę się, to zwracam się do Maryi słowami, które zaproponował ojciec Philippe: "Matko kochana, weź mnie za rękę i poprowadź przez cały ten dzień, poprowadź mnie przez moje gesty, słowa, myśli, pracę, czynności". I ona prowadzi mnie, dając ciche i pokorne znaki swojego prowadzenia. Ja natomiast często bywam ślepa, bo nie widzę potrzeb innych ludzi, ale gdzie Matka Jezusa tam i obficie wylewa się Duch Chrystusa, który oświeca moje ciemności. Doświadczyłam tego, jak, dzięki temu powiewu Miłości, mogę lepiej panować nad moimi emocjami i namiętnościami. Jakże ważna jest dla mnie teraz ta umiejętność kierowania moja wolą, kiedy jeszcze tak niedawno w chwilach słabości gniewałam się i złościłam się na dziecko, którym się opiekuję. Od czasu rekolekcji z Ojcem Philippe'em Maryja ukazała się mi jako bardzo bliska.
Osoba i dała nowe spojrzenie na ludzi, w relacjach z którymi nie powinnam kierować się emocjami, ale moją wolą. Teraz wola i emocje są jak dwie klawiatury zestrojone idealnie w jedną całość. Taka jedność, którą odczuwam w duszy, przynosi mi wielki pokój i wewnętrzną ciszę, a co za tym idzie - zmianę postawy wobec Boga Ojca i innych ludzi. Niech będzie uwielbiony Jezus Chrystus i Maryja Niepokalana - moi wielcy Przyjaciele, którzy wyświadczyli mi wielką łaskę - uwolnili mnie od postawy roszczeniowej. Dzięki tym rekolekcjom potrafiłam ukochać Boga Ojca jak osobę ludzką, nawet bardziej. Już nie załatwiam z Nim interesów (choćby za pośrednictwem Jego Matki), na zasadzie: ja Ci "zdrowaśkę", a Ty mi - pracę. Zdarzało mi się żądać lepszego życia, szybkiej zmiany, ale podczas tych rekolekcji zapytałam siebie: "A czy ty pytasz Jezusa jak On się czuje? A co mam zrobić Jezu, żeby ulżyć Ci w cierpieniu?" Nie, z mojej strony były roszczenia i żądania, bo On jest Wszechmogący i może załatwić wszystko! "Jak nie, to nie!", a potem się obrażam i nie rozmawiam z Jezusem. W relacjach z ludźmi potrafiłam postępować podobnie. Teraz widzę, jak Maryja powoli uczy mnie innej postawy każdego dnia! Nie żądać, ale panować nad sobą i ufać, bo Dobry Bóg nie zapomniał o moich pragnieniach. Miłość Matki popycha mnie, każe naśladować hojność, z jaką zostaliśmy obdarowani. Ważne, aby wstawać na własne nogi i biec, przekraczając granice, ponieważ relacje z innymi nie służą przywiązaniu do nich, aby mieć poczucie bezpieczeństwa. To jest dawanie.
Daria