Świadectwo Agnieszki z rekolekcji z 2009 roku
Gdy dowiedziałam się o rekolekcjach Maryjnych bardzo się ucieszyłam. Na początku jednak nie zgodziłam się wziąć w nich udziału, choć ta decyzja nie przyniosła mi pokoju i myśl o wyjeździe nadal mi towarzyszyła. Wkrótce koleżanka mi powiedziała, ze mnie zapisała, wiec bardzo się ucieszyłam.
Gdy przyjechaliśmy zaczęłam doświadczać trudu i cierpienia, najtrudniejszym jednak było milczenie, zaproponowane przez Ojca Filipa na cały czas trwania rekolekcji. Wywołało to we mnie ogromny bunt i złość. Nie mogłam się modlić, nie mogłam śpiewać, chciałam stamtąd uciec... Szybko uświadomiłam sobie, że uciekam przed ciszą, aby ukryć własne zagubienie i chaos, jaki był od dłuższego czasu w moim życiu. Byłam do tego stopnia niezadowolona ze swojego bycia tam, że zaczęłam pytać o sens rekolekcji, podważać znaczenie takich wyjazdów w kształtowaniu relacji z Bogiem, nie chciałam się modlić, nie chciałam tam być...
Postanowiłam jednak podejść do tego czasu racjonalnie, poszłam do spowiedzi, zapisałam się na nocną Adorację, brałam udział w konferencjach, nawet zmywałam po posiłkach.
Pierwszy przełom nastąpił drugiego dnia, podczas wieczornej modlitwy uzdrowienia. Uczestniczyłam w takiej modlitwie, więcej niż raz, tym bardziej nie chciałam wziąć w niej udziału. Kiedy się zaczęła, słuchałam słów osoby prowadzącej i z każdym jej słowem płakałam coraz bardziej... w pewnym momencie płakałam już nad własną bezsilnością i niemożnością poradzenia sobie z bałaganem swojego życia. Modlitwa jak i cale rekolekcje były pełne obecności Maryi, doświadczyłam wtedy ogromnej ulgi, ucieszyłam się z jej obecności tam, z jej zatroskania o każdą z osób, które tam były... doświadczyłam wielkiego pokoju tego wieczoru. Modliłam się i płakałam także za moją mamę. Doznałam łaski wczucia się w jej cierpienie, samotność, niespełnione pragnienia jej serca, płakałam nie tylko nad sobą, ale także nad nią. Zawsze wydawało mi się, podobnie i jej, że bardzo się różnimy, tamtego wieczoru Maryja pomogła mi zrozumieć jak bardzo jesteśmy do siebie podobne...
Jednak najważniejszy był następny wieczór, którego głównym momentem był obrzęd oddania się w ręce Maryi. Bałam się tego, nie wiedziałam, co to oznacza, myślałam, że nałoży to na mnie zobowiązania, których nie będę chciała realizować. Modliłam się o to co mam zrobić. Chciałam aby była to moja decyzja a nie wpływ grupę. Ojciec Filip powiedział, że w znaku oddania się Maryi, ogłaszamy Jezusa Panem naszego życia, a rola Maryi jest prowadzić nas do Syna...
Gdy wróciłam już na swoje miejsce, byłam przejęta, ale pełna pokoju i pewności, że Maryja wyprosi nam wszystko, o co poprosimy Boga przez jej wstawiennictwo.
Bardzo się cieszę, że mogłam powierzyć się Maryi. Ona jest odpowiedzią na wszelkie fałszywe obrazy Boga, Ona otwiera oczy na nas samych i na naszych braci. Ona pokazuje jak każdego dnia pełnić wolę Jezusa. Gdy jechałyśmy do domu, rozmawiałyśmy o czasie rekolekcji, i uświadomiłam sobie, że otrzymałam wszystko, o co prosiłam Maryję, nawet więcej, bo zostałam obdarowana łaską ogromnego pokoju i nadziei, że wszystko będzie dobrze. Chwała Panu!
Agnieszka